
Kolejna włóczykijka zawitała w me progi. Tym razem była to książka Aleksandry Tyl "Miłość wyczytana z nut".

Książkę czyta się błyskawicznie. Jest lekka, łatwa i przyjemna, i taka przewidywalna, choć zupełnie mi to nie przeszkadzało. Widać potrzebowałam takiego romantycznego uniesienia w lekturze. Pewnie to przez tę wiosnę w kartkę, którą mamy za oknem. W sumie nie dziwię się Elizie, że nie mogła wybrać tak od razu, który z mężczyzn ma być u jej boku, sama bym nie wiedziała (który dla niej), bo muszę się przyznać, że zastanawiałam się o co jej chodzi z tym Adamem, przecież z tego co chciała, to on był dla niej odpowiednim kandydatem. Ja uwielbiam Bacha i Rachmaninova, i skrzypce więc Bruno w ogóle nie miałby rywala. ;-) Ale nie o mnie tu mowa, ja na szczęście mam męża, z którym podzielam pasje muzyczne :-)
Nie dało się nie przewidzieć, że książka musi się dobrze skończyć, ale przecież dlaczego miałaby się skończyć źle? Historia bardzo realna, a w przeznaczenie każdy chce wierzyć.
Autorką powieści jest Aleksandra Tyl. Można o niej przeczytać, że jest, pewnie z wykształcenia, humanistką i romantyczką. Cóż da się odczuć to w tej powieści. Relaksuje się podczas malowania akrylami na płótnie. Lubi czekoladę, czerwone wino i hiszpańską muzykę. Oprócz tej książki wydała jeszcze "Aleję bzów", która się cieszy świetnymi recenzjami i ja mam ochotę ja przeczytać.
A tę książkę polecam Wam dla relaksu, nie za bardzo zagmatwanego romansu, ale jednak i przyjemnej lektury, bo przecież nadzieja, na lepsze jutro, zwłaszcza wiosną, buduje.
Dlatego uważam, że książka ta powinna dalej wędrować i napawać nadzieją inne czytelniczki.
Tę książkę zaliczam również do wyzwania Sardegny.
Ja czytałam "Aleję Bzów" autorstwa pani Aleksandry i też jest to przyjemna i optymistyczna lektura.
OdpowiedzUsuńA na tę pewnie jeszcze trochę poczekam...
Ja pewnie poczekam sobie na "Aleję bzów". Pozdrawiam.
UsuńNie miałam jeszcze sposobności by zapoznać się z "Miłością wyczytaną z nut", chociaż zapowiada się naprawdę fajnie. Z pewnością nie zaliczymy jej do grona literatury wybitnej ale i takie "odmóżdżacze" z całą pewnością są nam do szczęścia potrzebne.
OdpowiedzUsuńCoś w tym jest, że czasami na nic innego nie ma się ochoty.
UsuńOstatnio nie mam nastroju na takie, zazwyczaj rozczarowują. Z lekkich to teraz zaraziłam się Norą Roberts ;-)
OdpowiedzUsuńU mnie na półce czeka jedna Roberts, ale nie wiem, kiedy po nią sięgnę.
OdpowiedzUsuń