To nie prawda, że Licho nie śpi. Lubi pospać. Na dodatek nosi bamboszki, koszulki z Myszką Miki, a od jakiegoś czasu nawet spodenki. Poza tym to wielki czyścioch, niestety uczulony na pierze, własne też. Potrafi również naładować telefon bez prądu i znaleźć zasięg na tzw. końcu świata. I co wy na to? Przecież to istny Anioł, Stróż na dodatek. Mieszka w Lichotce, w gotyckiej wieżyczce. Przyjaźni się z Krakersem, Szczęsnym i Utopcami, a oni z aniołami mają mało wspólnego, no może tylko długość życia, a z tym konkretnym i wspólny dom.
Jest jeszcze Konrad Romańczuk, człowiek z krwi i kości, tzw. mieszczuch. Mieszczuch, który dostał od losu wielki prezent, albo jak na początku twierdził, wielki ciężar. Jest spadkobiercą, otrzymał Lichotkę wraz z całym „pozaziemskim inwentarzem”.
Jednak wierzcie mi, takie życie, to nie tylko bajka. Są osoby, które staną na drodze szczęśliwego życia w Lichotce. I przyczynią się do poznania Tura, a mały niepozorny badylek odmieni życie Konrada Romańczuka.
Kto z nas nie marzył o takiej historii z własnym udziałem? Prywatnym Aniołem Stróżem, z biblioteką upchaną książkami, w starym domu z duszą. Ja przynajmniej tak. Pokochałam całą Lichotkę. Zostałam nią oczarowana. Śmiałam się w głos z jednych historii, zagryzałam wargi przy drugich. Nie wyobrażałam sobie, żeby mogło stać się im coś złego, ufałam, ze autorka nie da im krzywdy zrobić.
A jest nią Marta Kisiel, młoda kobieta, rocznik ’82 - tym większe poczułam pokrewieństwo, gdy przeczytałam, że w tym samym roku zawitałyśmy na świecie. A gdyby nie to, że Wrocław jest duży, to powiedziałabym, normalnie sąsiadka zza miedzy. I obiecuję, że nie będę nachodziła, listów błagalnych pisała, że chcę więcej, że proszę o kolejne historie tych bohaterów. Ja cierpliwie poczekam i może wymodlę… albo inną prozą tej autorki się zadowolę.
Z wykształcenia jest ona polonistką zakochaną w Juliuszu Słowackim i samym romantyzmie lubiącą domowe zacisze. Debiutowała w 2006 roku opowiadaniem „Rozmowa dyskwalifikacyjna”. Nie wierzy w zjawiska nadprzyrodzone, ale spełnia się w pisaniu fantastyki i czytaniu jej. Mam nadzieję, że wytrwa w tym postanowieniu jak najdłużej, a my będziemy mogli zaczytywać się w jej wyobraźni spisanej i oprawionej w kartonik.
Ta debiutancka powieść nosząca tytuł „Dożywocie” została wydana przez Fabrykę Słów i oprawiona świetną okładką projektu Pawła Zaręby, a grafika na niej jest autorstwa Marcina Warzechy. Do mnie całość przemawia.
Książka jest napisana tak zabawnym i ciepłym językiem, że z wielką przyjemnością spędzałam z nią każdą wolną chwilę. Co rusz wybuchałam śmiechem, promieniejąc ze szczęścia, że posiadam taką książkę.
Jest to dobra pozycja dla każdego. Bez względu na wiek, płeć czy poglądy społeczno-polityczne. Każdy obdarzy przyjaźnią choćby jednego z bohaterów, a i tak sądzę, że w pięciu się nie zamknie.
Uważam, że sięgając po tę książkę będziecie na pewno zadowoleni z wyboru, ręczę za to. Alleluja!
