czwartek, 28 lutego 2013

"Hołd" - Nora Roberts

Długo zbierałam się do przeczytania tej książki. Trafiła do mnie w jednej z wymian organizowanych przez Sabinkę i tak czekała na swoją kolej. Nie za bardzo mnie do niej ciągnęło i dopiero kumulacja wyzwań oraz Agnieszki i Sabinki miłość do owej pisarki zmobilizowały mnie ostatecznie. 

Nora Roberts, amerykańska pisarka urodzona w 1950 roku, wydała już ponad 150 powieści obyczajowych, w których łączy się romans, przygoda i thriller. Niezły dorobek, muszę przyznać. 

"Hołd" napisała w 2008, a rok później ukazał się w Polsce nakładem wydawnictwa Świat Książki.
Jest to historia Cilli, która odkupuje od własnej matki spadek po babci, Małą Farmę daleko na prowincji Wirginii. Babcia, Janet Hardy była wielką gwiazdą Hollywood i celebrytką. Nie żyje od ponad trzydziestu lat, a Cilla, w jej hołdzie postanawia odnowić posiadłość. Okazuje się, że nie jest to takie łatwe i nie chodzi tu tylko o bardzo zniszczony dom, ktoś próbuje ją stamtąd wypędzić. Dodatkowo na strychu znalazła ukryte w książce listy miłosne z ostatniego roku życia Janet Hardy, o których nikt nie wie, o romansie też. Cilla postanawia rozwiązać tę zagadkę...

Początkowo czytało mi się tę książkę bardzo spokojnie. Ani nie zachwycała, ani też nie odpychała, ot historia w amerykańskim stylu. Ale od połowy książki zwyczajnie nie mogłam się oderwać od lektury. Po prostu musiałam wiedzieć, czy Cilli uda się z Małą Farmą i jej zagadkami, w życiu osobistym, w zawodowym.

Czy uległam Norze Roberts? Jak na razie nie. Pewnie, gdy trafi mi się przeczytanie jeszcze jakieś jej książki, to nie odmówię. Sama od siebie chcę poznać którąś z jej pierwszych książek. Chcę zobaczyć jakim stylem pisania zaczynała. Jak odważni w okazywaniu uczuć byli jej bohaterowie wtedy i porównać do "Hołdu". Bo w tej książce o uczuciach mówi się otwarcie, nie kokietuje, nie udaje. Pragnienia nazywane są po imieniu, nienawiść też. Jednak to nie razi, nie bulwersuje, przy czytaniu czuje się, że inaczej nie powinno być.

Jak dla mnie, biorąc pod uwagę całość, była to udana lektura.



A książkę tę zaliczam do wyzwań:
* Trójka e-Pik: własna książka, która na półce czeka już zbyt długo
* z literą w tle: R
* pod hasłem: list
* z półki

środa, 27 lutego 2013

"Dwa listy" - Sławomir Mrożek

Mrożek bezapelacyjnie rymuje mi się ze słowem Tango i żadne naukowe argumenty tego nie zmienią. Tak jest i już, od czasów mego liceum. A utrwaliła to dodatkowo matura obdarzając mnie na ustnym pytaniem z owej sztuki. Tak oto moja sympatia do tego pisarza rozpoczęła się w liceum i spokojnie sobie kiełkuje gdzieś tam we mnie. 

Co jakiś czas buszuję w starych książkach po babci i tym sposobem trafiłam na zbiór opowiadań Sławomira Mrożka pt. "Dwa listy". Wydanie to mam z 1974 roku, a czas bardzo dotkliwie obszedł się z obwolutą. Pocieszające może być jedynie to, że nie leżała bezczynnie na półce, tylko była często czytana.

Wygląda na to, że Wydawnictwo Literackie było bardzo odważne, gdyż z tego, co ja wyczytałam, to dopiero w roku 1975 powoli ustępował zakaz publikacji Mrożka w Polsce, po tym jak francuskie "Le Monde" i "Kultura" ogłosiły jego list protestacyjny przeciwko udziałowi polskich oddziałów w najeździe na Czechosłowację. Zakaz był od 1968.

Zbiór ten zawiera dziewięć opowiadań. Tytułowe opowiadanie "Dwa listy", to krótka  (dwu listowa) korespondencja między mężczyznami. Po latach pewien mężczyzna, któremu żona przyprawiła rogi, pisze list do owego amanta. Jest to gorzka, pełna ironii próba zrozumienia tamtej sytuacji. Nadawca wylewa wszystkie żale, na końcu zaprasza adresata w gościnę, by wspólnie powspominali dawne czasy. W odpowiedzi otrzymuje krótki list z opisem aktualnej sytuacji życiowej drugiego mężczyzny i prośbę o pomoc w zmianie pracy. A tamtą sytuację uważa jedynie za młodzieńczy wybryk. I na tym korespondencja kończy się.

Jest jeszcze m.in. opowiadanie "Moniza Clavier", w którym to przestawia zagubionego emigranta z tekturową walizką wypełnioną kabanosami w Wenecji, który wpada w oko znanej aktorce. Zaproszony przez nią na przyjęcie próbuje zaimponować towarzystwu pokazują wybite zęby w walne o wolność. Kreuje się na bohatera zza Żelaznej Kurtyny. Nie przyznaje się do bycia Polakiem, gdy towarzystwo bierze go za Rosjanina.Całą sytuację demaskuje dopiero przypadkowe spotkanie z rodakiem .

Warto też wspomnień o groteskowo-onirycznym opowiadaniu : "We młynie, we młynie, mój dobry panie". W nim to, dawny parobek młynarza rozlicza się z własną przeszłością. Pamięć o ludziach i zdarzeniach przychodzi do niego w formie przynoszonych przez rzekę trupów. Ostatnimi są jego własne zwłoki i nie może ich pochować, jak poprzednich, by nie zatracić samego siebie. Postanawia wyruszyć w samotną wędrówkę wzdłuż rzeki, której trupa powierza, by mieć go cały czas na oku.

To tylko trzy opisane przeze mnie historie, co nie zmienia faktu, ze i reszta jest warta przeczytania. Zapadają w pamięci, budzą przemyślenia i człowiek zastanawia się, czy oby dalej nie są aktualne...

A na koniec Sławomir Mrożek sam o sobie:
"Wprawdzie śmiałem się na rozmaite sposoby, i głośno i cicho, i biologicznie, i intelektualnie, niemniej jednak mój śmiech nie dochodził do samego środka. Należę do pokolenia, którego śmiech zawsze bywa zaprawiony ironią, goryczą, czy rozpaczą. - Zwyczajny śmiech, śmiech dla śmiechu, pogodny i bez problemów, pocieszna gra słów - to wydaje się nam jakby nieco staroświeckie i budzi zazdrość."


Książkę tę zaliczam do wyzwań:
*pod hasłem: list
*Trójka e-Pik: książka ulubionego autora
*z półki

czwartek, 21 lutego 2013

"Przygody Tomka Sawyera" Mark Twain

Nie ma chyba osoby, która chociażby nie słyszała o Tomku Sawyer'ze. Muszę się przyznać, że słyszeć i ja słyszałam, ale dopiero mając trzydzieści lat ;-) postanowiłam dokładnie poznać jego przygody. Dodatkowo zmotywowały mnie do tego dwie sprawy.
Po pierwsze Sardegna w styczniowym wyzwaniu Trójki e-Pik wyznaczyła kategorię książki, gdzie występuje niewolnictwo, po drugie uwielbiam audiobooki, a niedawno odkryłam stronę internetową wolnelektury.pl na której powieść Marka Twaina można przeczytać w wybranej formie, e- lub audiobooka. Skorzystałam. :-)

Książka została napisana w 1876 roku. Jak we wstępie podkreśla sam autor, przygody Tomka są na wzorowane autentycznych historiach, które miały miejsce w jego życiu.  Niektóre z nich przeżył on sam, niektóre są doświadczeniem jego szkolnych kolegów. Również bohaterowie książki są mieszanką charakterów prawdziwych znajomych pisarza. 

"Dziwne zabobony, o których w książce jest mowa panowały powszechnie wśród dzieci i niewolników zachodu w czasie naszej historii." (1)
Tomek mieszka w miasteczku St. Petersburg na rzeką Missisipi ze swoją ciotką Poli i przyrodnim bratem Sidem.  Jest chłopcem niepokornym, wszędzie go pełno i co rusz pakuje się w nowe kłopoty. Jego najlepszym przyjacielem je Huck Finn, syn miejscowego pijaka, lekkoduch i mały włóczęga.  I to właśnie z nim Tomek jest świadkiem strasznego wydarzenia w nocy na cmentarzu, które z czasem zmieni życie obydwu chłopców. 

W "Przygodach Tomka Sawyera" Mark Twain ukazuje również ówczesne życie i obyczaje w miasteczku. Szkolne życie, coniedzielne wyjście do kościoła w obowiązkowo odświętnym ubraniu, a dzieci przed mszą uczestniczą w szkółce niedzielnej, gdzie uczy się ich biblii na pamięć. Są to jeszcze czasy, gdzie normalne jest, iż każdy zamożny gospodarz posiada przynajmniej jednego niewolnika, który to wykonuje najcięższe prace przy domu. Jedyna pozytywna rzecz, to ta, że nie spotykamy się w tej książce  z ich złym traktowaniem. 

Z przyjemnością wysłuchałam tej książki, którą czytał Wiktor Korzeniewski. Lektor ten idealnie pasował mi do opowiadanej historii i ciekawa jestem, czy czyta również inne części z tej serii, muszę sprawdzić. Mam nadzieję, że i "Przygody Hucka Finna" uda mi się nabyć w wersji audio, bo mam ochotę poznać wszystkie książki jakie Mark Twain napisał o tych chłopcach. :-)





1. Mark Twain, "Przygody Tomka Swayera", wolnelektury.pl


Wyzwanie Trójki e-Pik: książka z wątkiem niewolnictwa.