Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zink Michelle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zink Michelle. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 stycznia 2011

Strażniczka Bramy Michelle Zink


Trudna to była podróż, pełna przygód, nowych doświadczeń, nowych bohaterów mających znaczenie dla wypełniającego się proroctwa i z pełną satysfakcją mogę stwierdzić, że „Strażniczka Bramy” polepszyła moje wrażenie po pierwszej części, a bałam się, że będzie pomostem, nic nieznaczącą drugą częścią uzupełniającą odliczanie do trzech.
            Docierając do Londynu Lia z Sonią trafiają pod opiekę Elspeth, zaufanej osoby ciotki Virginii i w miarę możliwości szkolą swoje umiejętności, czekając aż wezwie je Lady Abigail na tajemniczą wyspę Altus w związku  z  zaginionymi stronnicami Księgi Chaosu. I doczekują się. Z tą informacją przybywa z Nowego Jorku ciotka Virginia z Luisą i Edmundem, który to okazuje się być jej przewodnikiem, osobą, która wie znacznie więcej niż ona sama. Na dniach Lia wraz z dwiema swoimi przyjaciółkami i pod przewodnictwem Edmunda wyrusza w głąb puszczy. Jest to podróż ciężka i niebezpieczna. Lia narażona jest nie tylko na Sforę Wilków – Bestii oddanych Samaelowi, ale także na niespodziewaną zdradę swojej przyjaciółki. Lia to mimo wszystko dla mnie dziecko szczęścia, bo gdy jeszcze w czasie drogi dociera do nich Dimitri Markov, bezpiecznie ale z nadużyciem własnej mocy eskortujący ją na wyspę Obserwator, to i na wyspie otrzymuje od umierającej ciotki Abigail amulet, który ma ją chronić przynajmniej do czasu, aż odnajdzie stronnice. Tak, bo na wyspie Altus dowiaduje się, że ciotka Abigail przygotowała dla niej kolejną podróż…
            Dużo się dzieje na kartkach drugiej części trylogii, którego przekładu również dokonała Marta Kapera, a wydało wydawnictwo Telbit, opatrując okładką oryginału z Nowego Jorku.
            Michelle Zink i w tym tomie postawiła na opisy, a biorąc pod uwagę fakt, że musiała stworzyć wyspę, to stwierdzam, że poradziła sobie znakomicie. Motyw podróży łodzią we mgle by przejść do drugiej krainy był dla mnie piękny, co sprawiło, że zaczęłam myśleć o „Strażniczce Bramy” jak o baśni. Nie czułam grozy, ani trwogi. Czułam, że przekraczam magiczną granicę. I takim stworem był dla mnie również koń morski i może, dlatego tak samo naiwnie jak Lia obdarowałam go sympatią.
            Przepiękną Michelle Zink stworzyła tą wyspę, w soczystej zieleni, gajach pomarańczowych i z bajkowym kamiennym Pałacem. Do tego jedwabne stroje niczym z mitycznej krainy, po prostu raj odnaleziony. Ze starannością wykreowała również mieszkańców tej wyspy, dobrzy, ale uważni, nie naiwni. I Ursula jak sądzę i mam nadzieję, odegra jakąś emocjonującą rolę w ostatniej części.
Również zachowania mieszkańców wyspy są nieco bardziej luźne, może bardziej współczesne nam, niż znają to nasze bohaterki wychowane w sztywnych gorsetach etyki wiktoriańskiej.
            Z każdą stroną miałam coraz mniejsze uczucie, że czytam powieść grozy. Nie brakowało duchów i czarnych charakterów, ale dla mnie ta książka stała się dobrą powieścią przygodową, wręcz baśnią ze stworami, podróżą i piękną krainą.
            Czytając cały czas zastanawiałam się skąd taki tytuł i oczywiście dostałam odpowiedź na samym końcu, siedząc wyczerpana razem z Lią w Katedrze Notre-Dame w Chartres i recytując treść spalonych stron proroctwa – Alice, masz rację, jedna z Was będzie musiała zginąć. Poczekam i przeczytam w trzeciej części, która. 
Książka otrzymana od portalu www.nakanapie.pl  dziękuję :-)

piątek, 7 stycznia 2011

„Proroctwo sióstr” - Michelle Zink


Po przeczytaniu „Proroctwa sióstr” mam ochotę powiedzieć, że Michelle Zink napisała 367 stron wstępu do dobrze zapowiadającej się trylogii. Dlaczego? Otóż w tym pierwszym tomie zostajemy zapoznani z bohaterami, poznajemy ich role i zadania. Czytając miałam wrażenie, że akcja, jaka się rozgrywa, była tłem, była po to, by przedstawić postacie i ich emocje.
            Tytułowe siostry poznajemy na pogrzebie ich ojca. Są to, Alice i Amalia (Lia), szesnastoletnie bliźniaczki, które straciły również matkę, gdy były małymi dziewczynkami. Wraz z Henrym, swoim dziesięcioletnim bratem zostają w posiadłości Birchwood Manor pod opieką ciotki Virginii, bliźniaczej siostry swojej matki. Dziewczyny nie mają czasu na spokojne przeżywanie żałoby, gdyż muszą stawić czoło przepowiedni, która naznaczyła wszystkie bliźniaczki z ich rodu. Według spisanego proroctwa jedna staje się Strażniczką, a druga Bramą dla Zła, które jest w Pozaświatach. Role przez wieki wyznaczała kolejność narodzin i tu przez komplikacje następuje zamiana. Osobowość dziewczynek kształtowana już w łonie matki, również przez ingerencję duchów, musi sprostać nadanym im zadaniom. Zdają sobie sprawę, że z każdą chwilą po poznaniu proroctwa stają się dla siebie śmiertelnymi wrogami.
Zła Alice, której ingerencja lekarza odebrała pełnienie roli Bramy, pozostaje jednak we władaniu złych mocy i za wszelką cenę chce pomóc Samaelowi, by zapanował Chaos. Lia mimo wszystko postanawia walczyć z Bestią i ze swoimi słabościami. Odrzuca tak upragniony spokój i wyrusza w podróż by odnaleźć pozostałe Klucze (dzieci ze znamieniem Jorgumanda) oraz zaginione kartki z Księgi Chaosu i stawić czoło Samaelowi, jego Armii Dusz oraz swojej siostrze i raz na zawsze zakończyć proroctwo.
            Tego wszystkiego dowiadujemy się w tym pierwszym tomie trylogii, który możemy przeczytać w przekładzie Marty Kapery dzięki wydawnictwu Telbit. Okładka to oryginalny projekt z wydania nowojorskiego, Alison Impey. Bardziej stonowana, nie emanuje z niej grozą jak to miało miejsce w poprzednim wydaniu. Patrząc na nią wiem, że ta całkowicie współgra z tą z drugiej części trylogii. Poza tym bardziej mi pasuje do języka, jakiego autorka używa w powieści. A jest to normalna współczesna nam mowa z uwzględnieniem zasad dobrego wychowania i hierarchii rozmawiających osób.
            Jest to powieść w stylu „gothic romance” ukierunkowana w stronę XIX-wiecznego wiktoriańskiego thrillera dla młodzieży.
            Miłość Lii do Jamesa i ich potajemne spotkania delikatnie wplatają się w to wszystko, co ona spotyka na swojej drodze. A przecież staje na jej drodze przeznaczenie nie takie, jakiego by chciała, ale wie, że ma wybór i wolną wolę. Dlatego tym bardziej boi się czy podoła wszystkiemu, czy się nie ugnie, a strach wygra z mroczną stroną jej natury. Jednak dokonuje wyboru, opuszcza Jamesa nie wtajemniczając go w nic i wyrusza w podróż by stanąć twarzą w twarz z przeznaczeniem.
            Autorka, Michelle Zink, jak twierdzi, od zawsze zafascynowana była różnymi mitami i legendami. Dlatego i tych nie brakuje w książce. W samym proroctwie odnajdujemy odniesienia do Biblii, Apokalipsy oraz historię upadłego anioła. Są też odniesienia do celtyckich mitów i obrzędów związanych ze świętem Beltane i Samhain. W tradycji celtyckiej bardzo ważną rolę odgrywa idea jedności i historia sióstr też, według autorki, ma swoje źródło w tej idei.
            Mi osobiście książkę czytało się bardzo dobrze i z zaciekawieniem, jednak sądzę, że w osobach, które zaczytują się w stylu gothic czy thrillerach może nie wzbudzić aż tak wielkiej fascynacji. W napięciu trzyma jedynie chwilami i w pewnym momencie miałam wrażenie, że nic złego nie może się stać; ale miejmy nadzieję, że to początek, bo nie można zarzucić autorce pięknych opisów świata realnego, jak i tego po „drugiej stronie”. Są soczyste i nie pozostawiają niedopowiedzeń. Poruszają wyobraźnię i fakt, że narracja jest pierwszoosobowa, daje wrażenie, że obserwujemy poczynania naszej bohaterki i tylko jej punkt widzenia jesteśmy w stanie odebrać. Nie wiemy nic więcej, czego by nie wiedziała Lia.
            Ta powieść jest dla osób, które lubią literaturę fantastyczną, gothic, thriller. Może znajdą się wśród nich fani J. Rowling, bo czyż naszym bohaterem nie jest młody człowiek, który dowiedział się o swojej mocy i, który musi zmierzyć się z siłami ciemności. Albo z trylogią Libby Bray, gdzie Gemma to też 16-letnia dziewczyna, która straciła rodziców i odkrywa w sobie nadprzyrodzone zdolności.
            Cóż, ja wiem, że chcę dopełnić proroctwa, dlatego teraz zmierzam do Wielkiej Brytanii stronnicami „Strażniczki Bramy”.
Dziękuję za książkę portalowi www.nakanapie.pl